Poezja, proza, dramat

Glühwürmchen/Świetliki/Fireflies/Vagalumes

Tomasz Łychowski

20 zł

Informacje o producencie
Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego
Aleja Wilanowska 204
02-730 Warszawa
Polska
Instytut Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW
ul. Oboźna 8
00-927 Warszawa
Polska

Opis

Warszawa 2026, ss. 119, nlb. 1.

Są książki, które aspirują do rozległości, i inne, które szukają głębi. Ta dyskretnie osiąga jedno i drugie.
Na pierwszy rzut oka decyzja o pisaniu i opublikowaniu wyboru wierszy w czterech językach – niemieckim, portugalskim, angielskim i polskim – może się wydawać pewnego rodzaju chęcią zaimponowania. Kiedy je czytamy, staje się jednak jasne, że ta mnogość nie rodzi się z chęci pokazania się, lecz z konieczności. Nie należy do sfery wirtuozji, ale doświadczenia.
Albowiem życie, które przemierzyło kraje, historie i językowe światy, nie zmieści się łatwo w jednej tylko mowie. Każdy język niesie w sobie nie tylko własną gramatykę i muzykalność, lecz także pamięć. Swój własny sposób postrzegania i tworzenia rzeczywistości.
Jest także obecny w tej wielojęzycznej tkaninie, w sposób ukryty, dyskretny gest etyczny. W czasach naznaczonych podziałami wiersze przypominają, bez nacisku, ale ze spokojną jasnością, że w wielości i inności języków pozostaje i trwa wspólna ludzka kondycja: te same gesty, te same marzenia, te same kruche pewności.
Czytając te wiersze, stopniowo dostrzegamy, że ich pozorna prostota ukrywa delikatną równowagę między przeszłością i teraźniejszością, stratą i ciągłością, samotnością i bliskością, ciszą i słowem. Nic nie znajduje definitywnego rozstrzygnięcia, wszystko pozostaje w ostrożnym zawieszeniu.
Gdyby można było scharakteryzować ogólne wrażenie, które pozostawiają te wiersze, moglibyśmy mówić o wyciszonej światłości, nie blasku, który oślepia, lecz o takim, który pozostaje, jak przelotne światełko świetlików lub odblask księżyca na wodzie, obecnym, ranliwym i właśnie dlatego głęboko wzruszającym.
Taka jest przestrzeń, którą te wiersze otwierają. Nie domagają się uwagi, lecz do niej zapraszają. Czyniąc to, proponują czytelnikowi coś coraz bardziej rzadkiego: możliwość zatrzymania się, wsłuchania się i odkrywania w życiu innego człowieka tego, co delikatnym echem odzywa się także w jego własnym życiu.

Elizabeth Harkot-de-La-Taille

Dlaczego zbliżając się do dziewięćdziesiątki i tuż po dziewięćdziesiątce, nagle rozwinąłem żagle w języku niemieckim, jest dla mnie zadziwiającą zagadką. Być może dlatego, że w moich żyłach płynie także niemiecka krew i w dzieciństwie oraz w wieku nastoletnim niemiecki był bardzo obecny w moim codziennym życiu. Ale po naszym przybyciu do Brazylii, jako uchodźcy po drugiej wojnie światowej, miałem wtedy czternaście lat, przeważył język portugalski. A teraz, raptem, po siedemdziesięciu latach przerwy, ten powrót do przeszłości. Do języka Goethego. Nadal jestem zdumiony, ale bardzo szczęśliwy. To była i jest wielka, fantastyczna przygoda. Kiedy liczba napisanych wierszy sięgnęła dwudziestu, zacząłem tłumaczyć je na portugalski, polski i angielski.

Wieloetniczność i wielojęzyczność zawsze mi towarzyszyły. Urodziłem się w Angolii (1934), następnie Warszawa (lata 1938 – 1944) i Niemcy (lata 1944 – 1948). Stamtąd wyemigrowaliśmy do Brazylii. W styczniu 1949 roku po raz pierwszy ujrzeliśmy piękno Rio de Janeiro. Początki życia emigranta to wspinanie się po stromej górze. W końcu z trudem wywalczony zawód i długie lata pracy nauczycielskiej (lata 1963 – 1998). Ślub z Krysią Schulz (1965), błogosławieństwo czworo dzieci i czworo wnuków.Poezja i malarstwo, których początki sięgają połowy ubiegłego stulecia.

Spis treści
Wprowadzenie …….
A gdzie noc bez gwiazd, tam świećmy. „Świetliki” Tomasza Łychowskiego…
Dwa miasta…
Jak ja, jak Ty…
Spojrzeniem…
Gdy…
Dlaczego?….
Dziękuję Ci …
Młodość …
Moje serce się pyta..
Liebesschmerz…
Łąka …
Letniej nocy…
Najlepsza…
Zauroczenie…
Świat umiera…
Wojna…
Sufit…
Ten sam chleb…
Ale…
Pewnego dnia…
Świetliki…

0
0
Twój koszyk
Twój koszyk jest pustyWróć do sklepu
Secure Checkout
Fast Shipping
Easy Returns