Więcej niż życzenia. O sile i znaczeniu kobiet ruchu ludowego
8 marca – w Dzień Kobiet – łatwo ulec pokusie kwiatów, życzeń i okolicznościowych przemówień. Ale są takie kobiety, o których trzeba mówić inaczej: z wdzięcznością, z dumą i z poczuciem zobowiązania. Kobiety ruchu ludowego nie oczekiwały bukietów. Walczyły i domagały się sprawiedliwości, wolności i szacunku dla pracy – tej codziennej, w polu, w domu, w szkole, i tej wielkiej – w służbie publicznej: politycznej, państwowej. Ich historia jest historią Polski widzianą z perspektywy wiejskiej chaty i sejmowej mównicy, konspiracyjnej drukarni i sali wykładowej, koła gospodyń i parlamentu w Genewie. To historia odwagi i niezłomnej siły. To także historia pamięci – pielęgnowanej i utrwalanej, aby kolejne pokolenia wiedziały, komu zawdzięczają swoją wolność i społeczną podmiotowość.
Maria Wysłouchowa – gdy rodził się polski ruch ludowy…
Trudno wyobrazić sobie narodziny galicyjskiego ruchu ludowego bez Marii Wysłouchowej. Współtworząc wraz z mężem fundamenty przyszłego Stronnictwa Ludowego, nie była „żoną działacza”, lecz faktycznie współarchitektką idei. Gdy w 1895 roku w Rzeszowie powstawało Stronnictwo Ludowe – późniejsze Polskie Stronnictwo Ludowe – na scenę polityczną wkraczała nowa siła: chłopi. Najliczniejsza warstwa narodu zaczynała mówić własnym głosem. Wysłouchowa nadawała temu głosowi ton: narodowy, niepodległościowy, demokratyczny. Jej działalność pokazała, że kobieta może być współtwórczynią programu politycznego, organizatorką i autorytetem moralnym. Jej publicystyka, praca organizacyjna, udział w międzynarodowych inicjatywach kobiecych – to dowód, że Polki nie były biernymi obserwatorkami historii. W czasach zaborów, gdy Polska nie istniała na mapie, to właśnie kobiety często podtrzymywały to, co najważniejsze – język, kulturę, tradycję i wiarę w niepodległość. Gdy państwo polskie nie istniało, kobiety stały się jego strażniczkami. Dwór i chata były fortecami polskości. To one pilnowały, by „dusza narodu nie zasnęła”.
Irena Kosmowska – od „Zarania” po mównice świata
Jeśli Wysłouchowa była sumieniem rodzącego się ruchu ludowego, to Irena Kosmowska stała się jego energią. W redakcji „Zarania” budziła świadomość polityczną chłopów. Współtworzyła ludowe szkoły rolnicze – w tym szkołę dla dziewcząt w Krasieninie i szkoły rolnicze. Otwierała kobietom wiejskim drzwi do życia publicznego. Była pięknym symbolem nowoczesnej kobiety ruchu ludowego – wykształconej, odważnej, świadomej swojej misji. Aresztowana w 1915 roku, więziona w Moskwie, nie straciła wiary. W II Rzeczypospolitej została wiceprzewodniczącą Polskiej Grupy w Międzynarodowej Unii Parlamentarnej. W Bernie i Genewie tłumaczyła światu dramat Polski, wyjaśniała okoliczności zabójstwa prezydenta Narutowicza, walczyła o międzynarodowe konwencje przeciwko handlowi kobietami i dziećmi. Była dowodem, że kobieta z ruchu ludowego może być jednocześnie zakorzeniona w wsi i obecna w światowej dyplomacji. Dla współczesnych kobiet to ważna lekcja: nie ma sprzeczności między lokalnością a globalnością. Można wyrastać z małej społeczności i mieć wpływ na sprawy świata. Jej działalność pokazuje, że emancypacja kobiet w Polsce miała wymiar nie tylko obyczajowy, lecz przede wszystkim obywatelski. Chodziło o prawo do współdecydowania o losach państwa i wspólnoty. To lekcja aktualna także dziś – że zaangażowanie społeczne i polityczne kobiet nie jest dodatkiem do historii, ale jej istotą.
Zofia Solarzowa i pokolenie „Wici”
W latach międzywojennych kobiety masowo weszły do ruchu młodzieżowego. W ZMW RP „Wici” dziewczęta wiejskie stanowiły ogromną część blisko stutysięcznej organizacji. Były liderkami, organizatorkami, animatorkami życia społecznego. Uczyły demokracji w praktyce – poprzez wspólne działanie, spółdzielczość, odpowiedzialność za lokalną społeczność. Dzięki nim wieś przestawała być przestrzenią wykluczenia, a stawała się miejscem świadomego obywatelstwa. To one wprowadzały w życie idee równości, godności chłopskiej i solidarności społecznej. Kobiety organizowały sekretariaty partii, redagowały pisma, współtworzyły programy polityczne. Wiele z nich pracowało w strukturach samorządu terytorialnego. Współorganizowały strajki chłopskie. Bywały więzione. Nie szukały rozgłosu, lecz sprawiedliwości społecznej.
Zofia Solarzowa uczyła, że wychowanie to nie tylko przekazywanie wiedzy, lecz budowanie wspólnoty opartej na zaufaniu, kulturze i odpowiedzialności za drugiego człowieka. Tworząc wraz z mężem uniwersytety ludowe, pokazała, że wieś może być przestrzenią ambitnej edukacji, świadomego obywatelstwa i duchowego rozwoju. Wierzyła w siłę żywego słowa, pieśni i teatru – w to, że wspólne przeżycie artystyczne potrafi łączyć ludzi mocniej niż jakiekolwiek hasła. Jej jasny, prosty i piękny sposób mówienia budował mosty między pokoleniami, budził ciekawość świata i poczucie godności w młodzieży wiejskiej. Do końca pozostała wierna wartościom służby, dialogu i pracy dla wspólnego dobra, stając się symbolem odpowiedzialnego, zaangażowanego wychowania opartego na kulturze i sercu.
Wiejski Uniwersytet Orkanowy w Gaci Przeworskiej, prowadzony przez Ignacego i Zofię Solarzów, był kuźnią kadr. Tam uczono nie tylko rolnictwa. Uczono demokracji, odpowiedzialności, współdziałania. Dziedzictwo Solarzów przetrwało do dziś. To dziedzictwo „Wici” – wspólnotowość, edukacja, solidarność – pozostaje aktualne. W świecie rosnącego indywidualizmu przypomina, że siła kobiet tkwi także w umiejętności budowania wspólnot.
Konspiracja, odwaga, ofiara i pamięć
W czasie II wojny światowej kobiety ruchu ludowego zdały najtrudniejszy egzamin. Ich postawa była świadectwem najwyższego patriotyzmu. Organizowały pomoc medyczną, łączność, kolportaż prasy podziemnej. Wspierały Bataliony Chłopskie, narażając życie każdego dnia. Powołanie Ludowego Związku Kobiet i Zielonego Krzyża było wydarzeniem bez precedensu. 20 tysięcy kobiet działało i walczyło w ramach tej autonomicznej struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Wśród nich była Maria Hulewiczowa – w okupowanym kraju członkini LZK, w Londynie archiwistka i ambasadorka sprawy polskiej. Porządkowała dokumenty podziemia, przygotowywała materiały dla aliantów, pisała o losie kobiet i dzieci pod okupacją. Jej słowa: „Nie wystarczy umrzeć za Polskę, trzeba też wiedzieć, jak dla niej żyć” – brzmią dziś jak testament.
Na listach strat znajdują się setki nazwisk kobiet zamordowanych przez okupantów. Weronika Wąsikowa, Grażyna Poniatowska, Aniela Grzebisz… Ciche bohaterki. Dzień Kobiet to także dzień pamięci o nich. Zapłaciły najwyższą cenę. Ich nazwiska widnieją dziś na tablicach pamiątkowych, w nazwach ulic i szkół. Ale pamięć o nich to nie tylko kamień i metal. To także słowo drukowane. Działalność kobiet w ruchu ludowym, w tym okupacyjna i powojenna – znalazła swój wyraz w licznych publikacjach wydanych przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą, Zakład Historii Ruchu Ludowego oraz Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego w Warszawie. Te pozycje książkowe, opracowania, biografie i wspomnienia są formą moralnego zobowiązania – aby ich dorobek nie został zapomniany, aby kolejne pokolenia mogły czerpać z ich doświadczenia odwagi i służby.
Maria Konopnicka – duchowa patronka ruchu
Nie sposób mówić o kobietach ruchu ludowego bez przywołania Marii Konopnickiej. Choć była poetką o szerokim spektrum twórczości, to właśnie „Rota” stała się dla ruchu ludowego czymś więcej niż utworem literackim, a mianowicie manifestem godności i oporu. „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” – te słowa towarzyszyły pokoleniom chłopów i działaczek ludowych. Po 1989 roku „Rota” stała się hymnem Polskiego Stronnictwa Ludowego. W jej wersach zawiera się sens całej historii kobiet ruchu ludowego: przywiązanie do ziemi, do wspólnoty, do wolności.
Po wojnie – między nadzieją a represją
Po 1945 roku Ludowy Związek Kobiet próbował działać legalnie. Szybko jednak został zdelegalizowany. Represje dotknęły także kobiety. Mimo to nie zrezygnowały. Działały w ZSL, a później w odrodzonym PSL, w strukturach samorządowych, w spółdzielczości, w kółkach rolniczych. Ich obecność w Sejmie i w samorządach stopniowo rosła. Nie było łatwo. Ale czy w historii tych kobiet cokolwiek było łatwe?
Koła Gospodyń Wiejskich – siła, która trwa 150 lat
Za pierwowzór KGW uznaje się Towarzystwo Gospodyń z 1866 roku. Dziś w Polsce działa kilkanaście tysięcy kół, zrzeszających setki tysięcy kobiet. To one organizują życie kulturalne wsi, pielęgnują polskie dziedzictwo i regionalny folklor, prowadzą działalność gospodarczą, budują lokalną wspólnotę. Łączą tradycyjne role z nowoczesnością – są producentkami rolnymi, przedsiębiorczyniami, liderkami społecznymi. To realna siła społeczna. W ich działalności jest coś niezwykle współczesnego i ważnego: oddolność, współpraca, odpowiedzialność za miejsce, w którym się żyje.
Czego uczą nas kobiety ruchu ludowego?
8 marca to nie tylko dzień życzeń. To dzień refleksji. Dzień, w którym warto powiedzieć: pamiętamy. O Marii Wysłouchowej. O Irenie Kosmowskiej. O Zofii Solarzowej. O Marii Hulewiczowej. O setkach i tysiącach bezimiennych kobiet, które niosły polską wieś ku wiedzy, wolności i niepodległości. Ich piękna karta w historii Polski nie jest zamkniętym rozdziałem. Ona zobowiązuje. Bo jeśli one – w czasach zaborów, wojen, represji – potrafiły budować wspólnotę, edukować, organizować i walczyć, to czy my dziś możemy powiedzieć, że nie mamy narzędzi? Dziś, w Dzień Kobiet, patrzymy na tę historię z podziwem i szacunkiem. Kobiety ruchu ludowego i wiejskiego ruchu młodzieżowego wpisały się piękną kartą w najnowsze dzieje Polski – jako organizatorki, nauczycielki, konspiratorki, parlamentarzystki, działaczki społeczne. Dlatego właśnie Dzień Kobiet w ruchu ludowym to święto siły, odpowiedzialności i pamięci. Ich życie było świadectwem, że polityka może być służbą, a wspólnota – wartością nadrzędną. Ich pamięć trwa nie tylko w archiwach i publikacjach, lecz także w codziennej aktywności współczesnych kobiet wsi – w samorządach, organizacjach społecznych.
W świecie, który często premiuje indywidualny sukces, ich życie przypomina, że prawdziwa zmiana rodzi się z pracy dla innych. To one swoim duchowym dziedzictwem uczą nas odwagi – tej codziennej i tej historycznej. Odpowiedzialności za wspólnotę. Uczą, że edukacja jest drogą do wolności, polityka może być służbą, a solidarność nie jest pustym słowem, lecz tym co w człowieku najbardziej wartościowe. Warto powtórzyć za nimi – w swoich codziennych działaniach i relacjach z ludźmi: nie wystarczy marzyć o lepszej Polsce. Trzeba dla niej pracować – mądrze, solidarnie i odważnie.
8 marca to dobry dzień, by powiedzieć im: DZIĘKUJEMY. I by zobowiązać się, że ta piękna karta historii będzie miała swój dalszy ciąg.
Dr Janusz Gmitruk
Dyrektor Zakładu Historii Ruchu Ludowego
